W poprzednim rozdziale:
Chłopak wyszedł z jadalni i poszedł odebrać. Usłyszałam rozmowę;
- Słucham, Radziej.....tak...rozumiem...to niesamowite..dziękuję bardzo - zakończył rozmowę.
Chłopak uradowany podszedł do mnie i powiedział:
- Słuchaj, mam bardzo dobrą wiadomość.
W dzisiejszym rozdziale:
Anastazja POV:
Max usiadł i uśmiechał się tak, jakby ktoś mu banana do ust wsadził. Przeraziło mnie to, pierwszy raz się tak mocno cieszy.
Może znaleźli sprawcę.
Brat wiercił się na krześle, przypomniało mi się jak matka mówiła do niego, że chyba ma owsiki w pupie. Zawsze było to zabawne, wtedy robił zniesmaczoną minę. Zaśmiałam się, a on popatrzył się na mnie i pokiwał głową z litości. Lubiłam ten stan, gdy mogłam spędzić czasz osobą z mojej rodziny, która została rozdzielona przez okrutny los. Chociaż ktoś został z rodziny, ktoś może mnie przytulić, pocieszyć, pogadać ze mną. Przynajmniej jest brat, zresztą mam też cudownych przyjaciół - Janka i Agatkę. Byle mam taką małą ekipę, mogę się wyszaleć. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Maxa.
- Księżniczko, nad czym się tak zastanawiasz?
Zakręciła mi się łza w kąciku oka, tak pieszczotliwie nazywał mnie tylko ojciec. Wiedział, że to był mój słaby punkt, odkąd wydarzył się wypadek. Pamiętny dzień, 20 czerwiec, wybierałam z rodzicami szkołę ponadgimnazjalną. Rozmawialiśmy o mojej przyszłości, o tym jak zostanę pediatrą[1]. Wiem wszystko co się wtedy wydarzyło, nienawidzę tego dnia. Nigdy nie mogę wyrzucić tego wypadku z pamięci. Zepsuło mi to wszystko psychikę, zmieniłam się. Gdy skończyłam rozmyślać, zaczęłam rozmowę z bratem:
- To co masz mi niesamowitego do powiedzenia?
- Znaleźli go, rozumiesz?
- Kogo znaleźli? - zapytałam rozkojarzona.
- Sprawcę wypadku.
Nie wiedziałam czy rozpłakać się czy skakać z radości. Ten człowiek zabił moich ukochanych rodziców. Spłynęła mi łza po policzku, brat to natychmiast zauważył. Wstał i podszedł, aby mnie przytulić. Wtuliłam się w jego masywne ramiona. Mówił, że chodził na siłownię, aby później obronić osoby, które tego potrzebują. Jest dobrym człowiekiem, rodzice zawsze mówili nam, że warto być miłym dla innych bo później ta pomoc powróci. Wychowali nas na uczciwych ludzi, tylko im za to dziękować. Zapewne pytacie się dlaczego dzisiaj tyle wspominam o rodzicach. Jutro są 3 lata po wypadku, zarazem też śmierci mamy Kornelii i ojca Dawida. Postanowiłam pójść na cmentarz, położyć bukiet kwiatów i pomodlić się za ich zmarłe dusze. Robiłam tak od roku, tęsknię za nimi.
- Wiesz co? Pójdę już spać, za dużo myśli mam.
- Dobrze Ci to zrobi, dobranoc - uśmiechnął się.
Odeszłam od stołu i wchodziłam powoli na piętro. Smętnym krokiem, kierowałam się w stronę mojego pokoju, Weszłam do niego i nagle dostałam wiadomość, był od Janka.
J: S.O.S.
Szybko włączyłam laptopa i weszłam na Skype, chłopak był dostępny. Usiadłam na podłodze. Po paru sekundach, wyświetliło się ogłoszenie, że przyjaciel do mnie dzwoni. Odebrałam połączenie i na ekranie zobaczyłam jego twarz. Wyglądała na zmartwioną, ale oczy były złe. Widać, że ta wiadomość przekaże coś ważnego.
- Ważna sprawa, chodzi o dziewczynę.
Więc pewnie mam mu pomóc ją zdobyć.
- No słucham, może ci pomóc ją zdobyć? - zadrwiłam.
Chłopak zmienił wyraz twarzy, zrobił się zły.
- Nie - warknął - chodzi o moją byłą dziewczynę.
- A, więc o to chodzi. Dręczy cię, prześladuje? - prychnęłam.
- Strzał w dziesiątkę - zrobił smutną minę - prześladuje mnie moja była, Sammy. Pisze mi ciągle smsy, w których wyznaję mi miłość, że pragnie do mnie wrócić.
- Nieciekawa sytuacja, ale jak ja mam w tym pomóc?
- Mam głupi pomysł.
Pff, jeszcze się przyznaje.
- No mów, czekam z niecierpliwością - wzięłam kubek z wodą i zaczęłam pić.
- Będziesz przez parę dni udawać moją dziewczynę?
Wyplułam wodę z zdziwienia. Ja i Janek? Nie czuję wprawdzie nic do niego tzn. coś większego. Wolę zostać jego przyjaciółką, ale jeśli jemu na tym zależy, no to spróbujemy. Ale muszę pamiętać, jestem tylko do tego, aby Sammy się odczepiła. Nie liczę na nic więcej, strefa friendzone.
- Dobrze, ale jest jeden warunek.
Chłopak spojrzał na mnie swoimi wielkimi, piwnymi oczami. Widać było zdziwienie.
- J-j-j-jaki? - zaczął się jąkać.
- Nie całujemy się. I po tym dalej będziemy przyjaciółmi.
- No jasne - uśmiechnął się - nic więcej po tym nie będzie, tylko przyjaźń. Idź już spać, wyglądasz na strasznie zmęczoną. Dobranoc
- Tak, jasne. Dobranoc - pokazałam szereg białych zębów, a on odwzajemnił to.
Rozłączył się. Wstałam z podłogi i ruszyłam w kierunku łazienki. Wzięłam krótki prysznic, wyszczotkowałam zęby i rozczesałam włosy. Owinięta w ręcznik, weszłam do pokoju i stanęłam przed szafą szukając piżamę. Wybrałam szarą koszulkę z napisem ,,Just let me sleep'' i czarne, dresowe spodenki. Po wybraniu ubrania, włożyłam go i weszłam na łóżko. Wskoczyłam pod kołdrę, wzięłam laptopa na kolana. Przeglądałam blogi. gdy usłyszałam dźwięk powiadomienia na facebooku. Dostałam zaproszenie do znajomych, była to nieznana mi osoba - Sammy Kosznak.
Dziwne nazwisko
Przyjrzałam się dokładnie jej profilowi, ma Jasia w znajomych. Pewnie to ta była jego dziewczyna, co go prześladuje. Jest dosyć ładną dziewczyną, miała długie do pasa blond włosy i niezwykłe oczy koloru zielonego. Po przeglądnięciu jej zdjęć, można było również zauważyć, że jest szczupła i niska. Wyszłam z jej profilu, wyłączyłam laptopa i położyłam go na szafkę nocną. Podłączyłam go pod ładowarkę i zasnęłam.
~*~
Obudziłam się wczesnym rankiem, spojrzałam na zegar, który wskazywał 6;30. Wisiał na beżowej ścianie, uwielbiałam ten kolor. Resztę ścian zdobią białe pasma tapety. Tak, dzisiaj jest mój znienawidzony dzień, 20 czerwiec. Wyczołgałam się z mojego ulubionego mebla i poczłapałam w stronę łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą, nałożyłam lekki makijaż. Włożyłam moje kiczowate klapki, które wyglądem przypominały kolorowe misie. Zrzuciłam piżamę i w bieliźnie poszłam w stronę ogromnej szafy. Stałam przed nią z dobre 10 minut, ale w końcu wybrałam stylówkę dnia. Był to granatowy, koronkowy crop top i czarna rozkloszowana spódnica. Do tego wybrałam czarne vansy i plecak w kwiatki.
Z szafki nocnej wzięłam telefon komórkowy i wsunęłam go do kieszeni bocznej torby. Wyszłam z pokoju i zapukałam do pomieszczenia w którym znajdowała się przyjaciółka. Agata siedziała na krawędzi łóżka, wyglądała ślicznie. Miała na sobie bladoróżową koszulkę i czarne szorty z wysokim stanem. Założyła do tego czarne vansy, do całości ubrania miała torebkę przewieszaną przez ramię w kolorze granatowym. Dziewczyna widząc mnie uśmiechnęła się, wstała i podeszła, aby przytulić mnie. Zeszłyśmy razem na parter, aby przygotować śniadanie. Po 15 minutach posiłek był gotowy, zrobiłyśmy talerz kanapek i dzbanek herbaty malinowej. Po spożyciu, poszłam umyć zęby. Później z przyjaciółką wyszłyśmy z domu. Kierowałyśmy się w stronę szkoły, gdy obok nas zjawił się Janek. Przywitał się i ekipą doszliśmy pod budynek. Przyjaciele mają razem lekcję, a ja samotnie poczłapałam w stronę sali matematycznej. Nienawidziłam tej lekcji, była jedną z najgorszych. Gdybyśmy mieli inną nauczycielkę byłoby o wiele lepiej. Pani Lakisewicz zawsze krzyczała na nas, według jej toku myślenia, wszyscy są debilami. Zadzwonił dzwonek, wszyscy zajęli swoje miejsca, nauczycielka sprawdziła zadanie domowe i potem rozpoczęła się lekcja nudzenia się lub spania. Chłopak z którym siedziałam zasnął na lekcji, nikt tego nie zauważył. Flamastrem narysowałam mu piegi, wyglądał słodko. Nastąpił koniec lekcji, wychodząc klasa zauważyła to i zaczęła się śmiać.
Niech chociaż raz pocisną bekę z niego.
Kiedyś śmiali się ze mnie, bo jestem sierotą, bo brata mi adoptowali, bo jestem bogatą dziewczyną bez rodziców. Zawsze znaleźli powód na mnie, ignorowałam to wszystko. Chociaż było mi smutno, bo nie potrafią zaakceptować tym kim jestem i jaka jestem. Zawszę będę inna, zawsze. Pasowało mi to, bo nie jestem taka jak inne dziewczyny. Nie jestem plastikiem, nie jestem punkiem, nie będę taka jak one. Rozmyślałam tak i szłam w stronę Agaty i Janka. Siedzieli na ławce niedaleko klasy chemicznej. Usiadłam obok nich i zaczęliśmy rozmawiać. Po 5 minutach odkąd spędzałam z nimi czas, przyszła sekretarka.
- Anastazjo, muszę coś Ci przekazać.
- Dobrze, proszę pani. To słucham - uśmiechnęłam się.
- Dyrektor chciałby Cię zobaczy u siebie w gabinecie na początku lekcji - zdziwiłam się.
- Dobrze, przyjdę.
Usiadłam obok przyjaciół, którzy jak zawsze byli ciekawscy. Opowiedziałam im to, że muszę się stawić u dyrektorka. Zadzwonił dzwonek. Kierowałam się smętnie w stronę gabinetu. Znalazłam go, poprawiłam bluzkę. Zapukałam, usłyszałam ciche ,,proszę'' i weszłam.
No to zaczyna się ostra jazda.
-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-
Cześć, witam was z nowym rozdziałem! :)
Rozdział dodany dzisiaj. wystąpiła nowa osoba.
[1] pediatra - lekarz, który zajmuje się chorobami dzieci.
KONTAKT:
snapchat - blendziak, obecnie niedostępny.
NIE POSIADAM GRUPY, ALE MOGĘ
JĄ ZAŁOŻYĆ NA WASZĄ PROŚBĘ!
pozdrawiam, autorka.
Komentujcie, bo dodaje mi to motywację do dalszego pisania! ♥