Zapraszam do przeczytania notatki!
Komentujcie, bo to wspiera moją pracę! :)
W poprzednim rozdziale:
Usiadłam obok przyjaciół, którzy jak zawsze byli ciekawscy. Opowiedziałam im to, że muszę się stawić u dyrektorka. Zadzwonił dzwonek. Kierowałam się smętnie w stronę gabinetu. Znalazłam go, poprawiłam bluzkę. Zapukałam, usłyszałam ciche ,,proszę'' i weszłam.
No to zaczyna się ostra jazda.
W dzisiejszym rozdziale:
Weszłam po cichu do gabinetu, zobaczyłam tam łysego mężczyznę z wąsem. Siedział jak król na swym skórzanym fotelu.
Pff, pewnie z szkolnych pieniędzy
Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się i skinął głową na znak, abym usiadła. Strzelałam knykciami ze stresu lub może z.. strachu? Nie sądzę, nigdy się nie bałam będąc u dyrektora na dywaniku. Teraz to całkiem coś innego. Może chodzi o sprawę chłopaka, którego pomalowałam flamastrem. Zaśmiałam się.
- Z czego się pani tak śmieje? Tutaj nie ma nic śmiesznego.
Z wyjątkiem twojej łysej głowy.
Znowu się zaśmiałam, to było dobre. Trzeba być poważnym, uśmiech znikł z mojej twarzy. W czasie, gdy dyrektor wypełniał coś na laptopie, rozmyślałam. Moim głównym celem było pójście na cmentarz i pomodlenie się za rodziców. Zrobię uroczystą kolację na cześć mamy i taty. Zaproszę Janka i Agatkę, poproszę brata o pomoc w przygotowaniach. Z rozmyśleń wyrwało mnie chrząknięcie mężczyzny, od razu spojrzałam na niego.
- Wie może panienka o co chodzi?
- Niestety, ale nie wiem. Jestem kompletnie zdziwiona.
- Nie powinnaś - mruknął - co się dzisiaj wydarzyło na matematyce?
O cholera, był tutaj.
Wolę się przyznać, przynajmniej będzie mniejsza kara. Może będzie tylko koza lub przeproszenie go? Powinno starczyć, choć obawiam się trochę konsekwencji. Pierwszy raz będzie dym, zawsze przychodząc do niego chwalono mnie.
- Uhm, tylko dorobiłam koledze parę piegów flamastrem. To był tylko głupi żart - mruknęłam.
- Taki głupi, że chłopak boi się wyjść z łazienki. Masz w tej chwili mu pomóc to zmyć.
- Dobrze, dobrze. Pomogę mu.
- To teraz marsz do niego. A poza tym dzisiaj zostajesz w kozie do 16. Możesz już iść.
Przewróciłam oczami i wstałam z niewygodnego krzesła. Cała zesztywniałam. Będąc przy drzwiach mruknęłam na odchodne:
- Bo lizus, sam nie umie się umyć.
Zamknęłam drzwi gabinetu i kierowałam się w stronę toalety męskiej. Zapukałam i weszłam, widok mnie nie zachwycił. Na podłodze siedział, Patryk, chłopak którego pomalowałam na twarzy. Siedział smutny i lekko zapłakany. Gdy usłyszał moje kroki spojrzał w górę, popatrzył przez chwilę i spuścił głowę. Podeszłam do niego i usiadłam po turecku obok. Położyłam dłoń na jego udzie i chrząknęłam:
- Przepraszam, źle zrobiłam.
Chłopak spojrzał na mnie swoimi czerwonymi od płaczu oczami. Zauważyłam, że piegi które mu namalowałam miał ciągle na twarzy. Udało mi się nie parsknąć z śmiechu, wyglądał komicznie i zarazem słodko.
- Wybaczam Ci. Choć nie musiałaś mi tego robić.
- Wiem, ale wiesz to był tylko żart - uśmiechnęłam się, a chłopak zrobił grymas zamiast uśmiechu.
- Wiem, wiem - zawiesił się - jakie masz teraz konsekwencje z tego?
- Dzisiaj zostaję po lekcjach do 16, nic szczególnego. A do tego mam ci się pomóc umyć.
Wstałam i podałam chłopakowi rękę. Złapał ją i uniósł się. Był wyższy ode mnie o głowę, miał czarne włosy i oczy koloru morskiego. Taki kontrast, dodawał mu uroku.
Opamiętaj się, nie czas na amory.
Podeszliśmy do umywalki, wzięłam papierowe ręczniki, w tym czasie kolega odkręcił kran. Dałam rękę pod strumień, krople muskały moją ciepłą skórę. Zamoczyłam ręczniki i zaczęłam myć chłopaka po twarzy. Chlapaliśmy się wodą, śmialiśmy się i rozmawialiśmy szczerze. Przeprosiłam go jeszcze raz i wyszłam. Miałam jeszcze 5 lekcji, które minęły dosyć szybko i spokojnie. Choć na polskim klasowa kujonka pokłóciła się z nauczycielką o jakąś bzdurę. Przynajmniej lekcja minęła na ich dyskusji. Ostatnia lekcja, czyli wf. Dziewczyny grały w siatkówkę, chłopcy w piłkę ręczną. Ja jak zwykle siedziałam, miałam jeszcze zwolnienie z zajęć. Przyglądałam się poszczególnym grupie, lecz nie zauważyłam nigdzie przyjaciela. Zdziwiło mnie to, gdyż była to jego ulubiona godzin szkolna.Zadzwonił dzwonek, wszyscy wyszli z sali. Każdy poszedł do swojej szatni. Wzięłam plecak, nagle poczułam wibracje. Był to SMS z nieznajomego numeru.
Nieznany: Uważaj na swojego przyjaciela
Wystraszyłam się. Szybko usunęłam wiadomość. Kierowałam się w stronę szkolnej kozy. Usiadłam na ławce, która znajdowała się niedaleko klasy. Wyjęłam telefon i zaczęłam grać w aplikację, która nazywa się Cow Evolution. Poleciła mi to Agata, po 15 minutach przyszła nauczycielka, która miała się mną opiekować. Weszłyśmy do klasy i okazało się, że jako jedyną będę tutaj siedzieć godzinę. Usiadłam obok okna, które otworzyłam na oścież. Promienie słońca padały mi na twarz, ogrzewałam się tak. Rozmyślałam nad wszystkim. Nagle usłyszałam huk, ktoś mocno trzasnął drzwiami. Spadłam z krzesła, bo się huśtałam na nim. Podniosłam się i lekko tarłam bolące miejsce. Spojrzałam na osobę, był to Janek? Na początku zdziwienie i szok, przyjaciel zawsze był spokojny. Chłopak usiadł w środkowym rzędzie w ostatniej ławce. Napisałam do niego SMS.
A: Co ty tutaj robisz?
Przyjaciel rozglądał się po klasie i po chwili nasze wzroki spotkały się.
J: No siedzę, nie widać?
Odpuściłam dalszego wypytywania się co zrobił i jak się tutaj znalazł. Był jakiś dziwny, nieswoi. Zaczęłam wpatrywać się w sufit. Wybiła godzina o której mogłam opuścić kozę szkolną. Szybkim krokiem wyszłam z sali i kierowałam się w stronę głównego wyjścia. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę, chciałam być jak najszybciej w domu. Jechaliśmy drogą, nagle kierowca się zatrzymał.
- Proszę Pana, to nie ta ulica.
- Wiem złotko - odwrócił się.
Zauważyłam w jego oczach gniew i pożądanie. Zaczęłam się bać. Szybko wybiegłam z samochodu i biegłam ile sił w nogach. Usłyszałam jego wrzask. Biegłam ile miałam sił w nogach, zatrzymałam się. Spojrzałam na nazwę ulicy, Rynkowa.
To nie mam daleko do domu.
Poszłam powolnym krokiem w stronę mojego mieszkania. Wyjęłam i włożyłam słuchawki do uszu. Włączyłam moją ulubioną playlistę. Pierwszą piosenką była Lean On. Zaczęłam nucić, bo była to mój drugi ulubiony utwór muzyczny. Gdy byłam w połowie playlisty, stałam pod drzwiami domu. Otworzyłam je i zakluczyłam, położyłam klucze na komodzie w salonie. Kierowałam się w stronę kuchni, stojąc w futrynie zauważyłam Agatę.
- Cześć, byłaś może na zakupach?
- Nie, zapomniałam - odchrząknęła - ale za 10 minut pójdę.
Skinęłam jej głową, podeszłam do szafki. Wyjęłam kubek, wzięłam sok jabłkowy i nalałam sobie do pełna. Wypiłam i poszłam do góry. Weszłam do mojego pokoju i rzuciłam torbą w kąt pokoju. Udałam się do łazienki, zsunęłam z siebie ubrania. Weszłam pod prysznic. Letnie krople wody muskały moją szorstką skórę. Zmyłam z siebie wszystkie problemy dzisiejsze. Otarłam się dokładnie ręcznikiem i założyłam bieliznę. Podeszłam pod wielką szafę. Uznałam, że ubiorę jakieś luźniejsze ciuchy w których będę mogła później spać. Wybrałam czarną bokserkę i szorty w serduszka.
W dzisiejszym rozdziale:
Weszłam po cichu do gabinetu, zobaczyłam tam łysego mężczyznę z wąsem. Siedział jak król na swym skórzanym fotelu.
Pff, pewnie z szkolnych pieniędzy
Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się i skinął głową na znak, abym usiadła. Strzelałam knykciami ze stresu lub może z.. strachu? Nie sądzę, nigdy się nie bałam będąc u dyrektora na dywaniku. Teraz to całkiem coś innego. Może chodzi o sprawę chłopaka, którego pomalowałam flamastrem. Zaśmiałam się.
- Z czego się pani tak śmieje? Tutaj nie ma nic śmiesznego.
Z wyjątkiem twojej łysej głowy.
Znowu się zaśmiałam, to było dobre. Trzeba być poważnym, uśmiech znikł z mojej twarzy. W czasie, gdy dyrektor wypełniał coś na laptopie, rozmyślałam. Moim głównym celem było pójście na cmentarz i pomodlenie się za rodziców. Zrobię uroczystą kolację na cześć mamy i taty. Zaproszę Janka i Agatkę, poproszę brata o pomoc w przygotowaniach. Z rozmyśleń wyrwało mnie chrząknięcie mężczyzny, od razu spojrzałam na niego.
- Wie może panienka o co chodzi?
- Niestety, ale nie wiem. Jestem kompletnie zdziwiona.
- Nie powinnaś - mruknął - co się dzisiaj wydarzyło na matematyce?
O cholera, był tutaj.
Wolę się przyznać, przynajmniej będzie mniejsza kara. Może będzie tylko koza lub przeproszenie go? Powinno starczyć, choć obawiam się trochę konsekwencji. Pierwszy raz będzie dym, zawsze przychodząc do niego chwalono mnie.
- Uhm, tylko dorobiłam koledze parę piegów flamastrem. To był tylko głupi żart - mruknęłam.
- Taki głupi, że chłopak boi się wyjść z łazienki. Masz w tej chwili mu pomóc to zmyć.
- Dobrze, dobrze. Pomogę mu.
- To teraz marsz do niego. A poza tym dzisiaj zostajesz w kozie do 16. Możesz już iść.
Przewróciłam oczami i wstałam z niewygodnego krzesła. Cała zesztywniałam. Będąc przy drzwiach mruknęłam na odchodne:
- Bo lizus, sam nie umie się umyć.
Zamknęłam drzwi gabinetu i kierowałam się w stronę toalety męskiej. Zapukałam i weszłam, widok mnie nie zachwycił. Na podłodze siedział, Patryk, chłopak którego pomalowałam na twarzy. Siedział smutny i lekko zapłakany. Gdy usłyszał moje kroki spojrzał w górę, popatrzył przez chwilę i spuścił głowę. Podeszłam do niego i usiadłam po turecku obok. Położyłam dłoń na jego udzie i chrząknęłam:
- Przepraszam, źle zrobiłam.
Chłopak spojrzał na mnie swoimi czerwonymi od płaczu oczami. Zauważyłam, że piegi które mu namalowałam miał ciągle na twarzy. Udało mi się nie parsknąć z śmiechu, wyglądał komicznie i zarazem słodko.
- Wybaczam Ci. Choć nie musiałaś mi tego robić.
- Wiem, ale wiesz to był tylko żart - uśmiechnęłam się, a chłopak zrobił grymas zamiast uśmiechu.
- Wiem, wiem - zawiesił się - jakie masz teraz konsekwencje z tego?
- Dzisiaj zostaję po lekcjach do 16, nic szczególnego. A do tego mam ci się pomóc umyć.
Wstałam i podałam chłopakowi rękę. Złapał ją i uniósł się. Był wyższy ode mnie o głowę, miał czarne włosy i oczy koloru morskiego. Taki kontrast, dodawał mu uroku.
Opamiętaj się, nie czas na amory.
Podeszliśmy do umywalki, wzięłam papierowe ręczniki, w tym czasie kolega odkręcił kran. Dałam rękę pod strumień, krople muskały moją ciepłą skórę. Zamoczyłam ręczniki i zaczęłam myć chłopaka po twarzy. Chlapaliśmy się wodą, śmialiśmy się i rozmawialiśmy szczerze. Przeprosiłam go jeszcze raz i wyszłam. Miałam jeszcze 5 lekcji, które minęły dosyć szybko i spokojnie. Choć na polskim klasowa kujonka pokłóciła się z nauczycielką o jakąś bzdurę. Przynajmniej lekcja minęła na ich dyskusji. Ostatnia lekcja, czyli wf. Dziewczyny grały w siatkówkę, chłopcy w piłkę ręczną. Ja jak zwykle siedziałam, miałam jeszcze zwolnienie z zajęć. Przyglądałam się poszczególnym grupie, lecz nie zauważyłam nigdzie przyjaciela. Zdziwiło mnie to, gdyż była to jego ulubiona godzin szkolna.Zadzwonił dzwonek, wszyscy wyszli z sali. Każdy poszedł do swojej szatni. Wzięłam plecak, nagle poczułam wibracje. Był to SMS z nieznajomego numeru.
Nieznany: Uważaj na swojego przyjaciela
Wystraszyłam się. Szybko usunęłam wiadomość. Kierowałam się w stronę szkolnej kozy. Usiadłam na ławce, która znajdowała się niedaleko klasy. Wyjęłam telefon i zaczęłam grać w aplikację, która nazywa się Cow Evolution. Poleciła mi to Agata, po 15 minutach przyszła nauczycielka, która miała się mną opiekować. Weszłyśmy do klasy i okazało się, że jako jedyną będę tutaj siedzieć godzinę. Usiadłam obok okna, które otworzyłam na oścież. Promienie słońca padały mi na twarz, ogrzewałam się tak. Rozmyślałam nad wszystkim. Nagle usłyszałam huk, ktoś mocno trzasnął drzwiami. Spadłam z krzesła, bo się huśtałam na nim. Podniosłam się i lekko tarłam bolące miejsce. Spojrzałam na osobę, był to Janek? Na początku zdziwienie i szok, przyjaciel zawsze był spokojny. Chłopak usiadł w środkowym rzędzie w ostatniej ławce. Napisałam do niego SMS.
A: Co ty tutaj robisz?
Przyjaciel rozglądał się po klasie i po chwili nasze wzroki spotkały się.
J: No siedzę, nie widać?
Odpuściłam dalszego wypytywania się co zrobił i jak się tutaj znalazł. Był jakiś dziwny, nieswoi. Zaczęłam wpatrywać się w sufit. Wybiła godzina o której mogłam opuścić kozę szkolną. Szybkim krokiem wyszłam z sali i kierowałam się w stronę głównego wyjścia. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę, chciałam być jak najszybciej w domu. Jechaliśmy drogą, nagle kierowca się zatrzymał.
- Proszę Pana, to nie ta ulica.
- Wiem złotko - odwrócił się.
Zauważyłam w jego oczach gniew i pożądanie. Zaczęłam się bać. Szybko wybiegłam z samochodu i biegłam ile sił w nogach. Usłyszałam jego wrzask. Biegłam ile miałam sił w nogach, zatrzymałam się. Spojrzałam na nazwę ulicy, Rynkowa.
To nie mam daleko do domu.
Poszłam powolnym krokiem w stronę mojego mieszkania. Wyjęłam i włożyłam słuchawki do uszu. Włączyłam moją ulubioną playlistę. Pierwszą piosenką była Lean On. Zaczęłam nucić, bo była to mój drugi ulubiony utwór muzyczny. Gdy byłam w połowie playlisty, stałam pod drzwiami domu. Otworzyłam je i zakluczyłam, położyłam klucze na komodzie w salonie. Kierowałam się w stronę kuchni, stojąc w futrynie zauważyłam Agatę.
- Cześć, byłaś może na zakupach?
- Nie, zapomniałam - odchrząknęła - ale za 10 minut pójdę.
Skinęłam jej głową, podeszłam do szafki. Wyjęłam kubek, wzięłam sok jabłkowy i nalałam sobie do pełna. Wypiłam i poszłam do góry. Weszłam do mojego pokoju i rzuciłam torbą w kąt pokoju. Udałam się do łazienki, zsunęłam z siebie ubrania. Weszłam pod prysznic. Letnie krople wody muskały moją szorstką skórę. Zmyłam z siebie wszystkie problemy dzisiejsze. Otarłam się dokładnie ręcznikiem i założyłam bieliznę. Podeszłam pod wielką szafę. Uznałam, że ubiorę jakieś luźniejsze ciuchy w których będę mogła później spać. Wybrałam czarną bokserkę i szorty w serduszka.
Do tego na stopy założyłam puchate klapki. W takim ubiorze zeszłam na dół i kierowałam się w stronę kuchni. Otworzyłam lodówkę, była zapełniona. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wyciągnęłam jajka, masło, szczypiorek, boczek. Zabrałam się za zrobienie jajecznicy. Pokroiłam w kostkę boczek i wrzuciłam go na patelnię. Pokroiłam od razu szczypiorek w paski. Wbiłam jajka, dodałam warzywa. Dodałam soli i pieprzu. Kolację miałam już prawie gotową, zostało przygotowanie kanapek. Wyciągnęłam z pojemnika chleb i posmarowałam go masłem. Całość ułożyłam na talerz i wzięłam go do ręki. Udałam się w stronę salonu, półmisek położyłam na stole. Włączyłam jakiś film, okazało się, że był to pt. ,,Miłość bez końca". Przez następne 2 godziny szlochałam i jadłam na zmianę. Po zobaczeniu projekcji, naczynie zaniosłam do zmywarki. Wzięłam szklankę i nalałam sobie wody. Położyłam ją na stole. Nagle usłyszałam szelest liści, wystraszyłam się. Podeszłam do drzwi balkonowych. W krzakach ujrzałam oczy, które świeciły się od promieni lampy. Postać wyłoniła się z rośliny i podeszła pod drzwi.
- Mam problem, musimy porozmawiać.
- Nie mamy o czym. Twoje zachowanie spierdoliło Cię na maksa.
- Ugh, daj porozmawiać Ana.
Wpuściłam chłopaka do środka. Oboje udaliśmy się w stronę salonu, aby usiąść na skórzanej kanapie.
- Mów co jest, nie mam czasu - prychnęłam.
Miałam czas, ale Janek mnie dzisiaj dosyć wkurzył.
-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-
Długo oczekiwany rozdział. Następny pojawi się
Za około dwa tygodnie, przepraszam.
Jest to spowodowane moim wyjazdem.
KONTAKT:
ask: zonecelestial
snapchat: blendziak
pozdrawiam, autorka Patrycja.
- Mam problem, musimy porozmawiać.
- Nie mamy o czym. Twoje zachowanie spierdoliło Cię na maksa.
- Ugh, daj porozmawiać Ana.
Wpuściłam chłopaka do środka. Oboje udaliśmy się w stronę salonu, aby usiąść na skórzanej kanapie.
- Mów co jest, nie mam czasu - prychnęłam.
Miałam czas, ale Janek mnie dzisiaj dosyć wkurzył.
-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-
Długo oczekiwany rozdział. Następny pojawi się
Za około dwa tygodnie, przepraszam.
Jest to spowodowane moim wyjazdem.
KONTAKT:
ask: zonecelestial
snapchat: blendziak
pozdrawiam, autorka Patrycja.
Komentujcie, bo dodaje mi to motywację do dalszego pisania! ♥
Trochę krótki i jakoś średnio zadowalający ale ważne ze jest ;) Życzę weny i miłego wyjazdu :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Następny postaram się napisać już dłuższy.
Usuń